poniedziałek, 3 października 2011

Muzyczny Jarmark

Dzisiaj będzie pomieszanie z poplątaniem. Wszystkie kolory tęczy. Będzie to po prostu zbiór utworów które ostatnio często przewijają się przez moje słuchawki. Zapraszam zatem na wspólną muzyczną przejażdżkę.
Zaczynamy od niegrzecznego nagrania Ciary. Przypominając sobie ostatnio jej debiutancką płytę "Goodies" nie mogłem odmówić sobie przyjemności z przesłuchania mojej ulubionej piosenki z jej repertuaru, czyli "Ride". Ten pochodzący z ostatniej płyty amerykanki utwór, jest jednym z tych, do których ze szczególną przyjemnością i dużą częstotliwością powracam. Dla mnie to jedno z najlepszych nagrań 2010 roku. Dopracowane w najmniejszym szczególe. Wszystkie elementy pasują do siebie idealnie (no może poza występem Ludacrisa, który jest tu najzwyczajniej zbędny). Jestem wręcz od niego uzależniony. Pomyślałem sobie "aaa posłucham sobie raz"...i tak słucham od czterech dni. Naprawdę świetny track.



Totalnie zmieniamy klimat, ponieważ za chwilę zabrzmi Bloc Party, a dokładniej ich numer "I Still Remember". Jestem co prawda zwolennikiem ich bardziej dynamicznych i pokręconych utworów takich jak "Banquet" czy "Flux", a "I Still Remember" do takich nie należy jednak piosenka ta ujęła mnie swoją prostotą i melodyjnością. To po prostu fajna popowa nuta. Aha! No i Kele Okereke świetnym wokalistą jest. 


No dobra. Teraz coś bardziej klubowego. Przygotowując się do przesłuchania nowej płyty kolektywu Kraak & Smaak postanowiłem odświeżyć sobie nieco starsze nagrania z ich repertuaru. Oczywiście nie mogłem pominąć świetnego "Ain't Gonna Take It No More". Przy okazji natrafiłem na bardzo udany remiks tego nagrania w wykonania Barta B More. Uwielbiam muzyczny styl holendra. To bardzo zadziorne i nisko osadzone house'owe granie, pełne przesterowanych basslinów i często łamaną rytmiką. Sami przekonajcie się jaka moc płynie z jego nagrań.



Zakończymy dzisiejszy wpis utworem "How Low" Ludacrisa w dubstepowej wersji Caspy. Tego gościa ubóstwiam. Nie jestem w stanie zliczyć wszystkich nagrań jego autorstwa, które wywaliły mnie na księżyc. To akurat do takich nie należy a mimo to przyczepiło się do mnie ostatnio jak rzep do psiego ogona. Ehhh gdy go słucham, zaraz przypomina mi się set Caspy na Audioriver kilka lat temu. Facet wręcz wbijał mnie w piasek każdym następnym zapodanym utworem. Wspaniałe wspomnienia. Wracając do dzisiejszego tracka, nie jest to może największe jego dzieło, ale porządny kawałek bezkompromisowego grania. Myślę, że przypadnie Wam do gustu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz