niedziela, 25 września 2011

Black Music

Szerokie pojęcie nieprawdaż? Nie ma się co oszukiwać. Gdyby nie czarni, nasze życie, pod względem muzyki byłoby o wiele uboższe. Czym że jest zatem czarna muzyka? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Rozwiązania wymyślone i rozpropagowane przez czarnych możemy znaleźć dziś właściwie wszędzie. Wszyscy z tego korzystają kopiując lepiej bądź gorzej. Dla każdego zatem pojęcie to ma zupełnie inne znaczenie. Zaproponuję więc dzisiaj dwa starsze utwory, które przedstawią moją definicję czarnej muzyki. 
Na początek zaprezentują się dwaj panowie. Pierwszy z nich, Richard "Sticky" Forbes to wybitny producent brzmień UK Garage, współpracujący z takimi gwiazdami jak Ms. Dynamite, mający na koncie remiksy dla takich popowych gwiazd jak Justin Timberlake, Britney Spears czy Sugababes. Drugim z nich jest Tubby T, brytyjski wokalista, który w bardzo młodym wieku zdobył na wyspach wielką popularność. Balansował pomiędzy jamajskim, dancehallowym brzmieniem, a dźwiękami rozkwitającej wówczas sceny Garage. Niestety w 2004 roku ten utalentowany muzyk zmarł przegrywając walkę z chorobą. Posłuchajcie ich fantastycznego nagrania "Tales Of The Hood". Prawdziwa perła.
Przenieśmy się jeszcze bardziej w przeszłość. Jeżeli miałbym wymienić najciekawsze projekty muzyczne z lat 90-tych, z pewnością wymieniłbym Fugees. Jestem wielkim fanem ich energetycznej mieszanki amerykańskiego Hip-Hopu, karaibskich brzmień, Soulu i Reggae. Prawdziwe mistrzostwo świata. Posłuchajcie sobie chociażby wydanej w 1996 roku płyty "The Score". W ogóle się nie zestarzała. I chociaż nie jestem wielkim zwolennikiem późniejszych dokonać Lauren Hill, Wyclefa Jean czy Prasa Michela, to jednak muzyka, jaką umieli wspólnie wyczarować byłą najwyższych lotów. Wróćmy do wyżej wspomnianej płyty i fantastycznego nagrania "Fu-Gee-La. Czy jest to czarna muzyka? Jeżeli ktoś by to zakwestionował, znaczyłoby to, że wcale nie zna się na muzyce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz