środa, 9 listopada 2011

The Fantastic Advetures Of Dizzy

DZ - The Proliferation Sequence - Part One


Ostatnio wziąłem na tapetę album The Proliferation Sequence - Part One autorstwa Seana Hartena, znanego lepiej pod pseudonimem DZ. Kilkukrotnie sięgałem po jego świetne remixy (chętnych odsyłam do linków pod recenzją), tym razem jednak postanowiłem zabrać się za autorski materiał Kanadyjczyka. Nie ulega wątpliwości, że Harten jest jednym z pionierów brzmień spod znaku niskich częstotliwości w Ameryce Północnej i po jego płycie słuchacz powinien spodziewać się wielu wspaniałych dźwięków. Niestety w tym przypadku troszeczkę się zawiodłem.
Jeżeli ktoś szuka na tej płycie agresywnego, jakże modnego w ostatnim czasie Dubstepu z niezliczoną liczbą wobbli, to nie ma czego szukać. Ten album wyraźnie odnosi się do klasyki gatunku. Tutaj króluje niski bas i przestrzeń a całość toczy się w raczej nieśpiesznym rytmie. Na początek dostajemy świetny "Bounty Love", którego pulsujący bas doprowadza słuchacza do szaleństwa. Utwór ten bardzo dobrze odzwierciedla to czego można się spodziewać po reszcie płyty. No i właśnie w tym tkwi największy problem. Po wysłuchaniu utworu otwierającego można powiedzieć, że usłyszeliście 60% całego albumu bo później jest bardzo podobnie, tylko nie tak dobrze. Dlatego też kolejne cztery kompozycję pominę. Zatrzymamy się jednak przy "Head Cold". Nie jest to co prawda typowy zamiatacz parkietów, ale puszczony w odpowiednim momencie w odpowiednich okolicznościach potrafi wywalić na orbitę okołoziemską. Świetny beat dzięki któremu nie można usiedzieć na miejscu i ten niesamowity bas od którego pękają ściany. Płyta wyraźnie nabiera kolorytów w środkowej części, bo na uwagę zasługują nie tylko wyżej wymienione utwory, ale również dynamiczny "Outrun". Jednak to co najbardziej przypadło mi do gustu, pozostawiono na końcówkę albumu. Począwszy od "The Jump Off" przez "Amped", "The Technique" i "Machinery", a kończąc na zamykającym krążek "Juxta" będącym prawdziwą perełką i w moim przekonaniu najlepszą kompozycją na płycie. To utwór dla prawdziwych hardcorowców. W końcówce sample stają się bardziej pokręcone i nabierają dynamiki, przez co tracki stają się o niebo ciekawsze od poprzedników. 
Nie jest to zła płyta. Jednak wyraźnie widać podział na spokojniejsze, bardziej klimatyczne utwory zgromadzone w pierwszej połowie, które w większości przypadków są raczej nudne i mało ciekawe, oraz żywsze i bardziej odjechane w części drugiej, które nadają płycie wyrazu. Po prostu na niektóre kompozycje zabrakło pomysłu, ale mimo tego warto się z tym materiałem zapoznać. Nie jest może olśniewający i odkrywczy, ale bardzo solidny z kilkoma naprawdę świetnymi nutkami.






http://massivetunez.blogspot.com/2011/03/muzyka-spod-znaku-klonowego-liscia.html
http://massivetunez.blogspot.com/2011/03/porcja-muzyki-na-weekend.html

Chcecie coś na dokładkę? Z pewnością. Co powiecie na A1 Bassline? Trudno mi w to uwierzyć, ale to dopiero pierwsza jego wizyta na MassiveTunez. Uwielbiam muzykę tego gościa. Łykam wszystko co wyjdzie spod ręki Brytyjczyka. O Christianie Sibthorpe świat usłyszał w 2008 roku, kiedy na światło dzienne wyszły jego remiksy dla Ladyhawke, Fagget Fairys i The Qemists, oraz pierwszy singiel "Get Thing". Kolejny rok był jeszcze lepszy. Kolejne świetne ep-ki i rewelacyjne remiksy dla Buraka Som Sistema, Little Boots, Don Diablo, Yo Majesty, Jack Beats. Właśnie jednego z remiksów za chwilę posłuchamy. Jeżeli ktoś z Was nie miał przyjemności obcować z muzyką tego młodego muzyka, to ten track z pewnością Was do niego przekona i zachęci do poszukania na własną rękę innych utworów jego autorstwa. Przed Wami A1 Bassline w remiksie "Johnny No Rhymes" autorstwa Scarzy. Enjoy!! Huuuuge Tune!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz