Nie no Dave Owen wyrasta na mojego ulubieńca. Jak go nie lubić za takie tracki. Jeżeli ktoś zagląda regularnie, to zapewne pamięta, że inny fantastyczny track tego producenta zagościł wczoraj na moim blogu. Nie mam słów żeby opisać piękno tych liquidowych brzmień. Po prostu wywołują odruch bezwarunkowy, po zakończeniu, automatycznie klikasz ponownie play. Ja tak robię już trzeci, albo nawet czwarty raz. Jeszcze z pięć razy i kładę się ululany do snu. Jutro wstanę i znowu sobie włączę te przepiękne nutki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz