Dziś w programie recenzja jak do tej pory jedynej płyty duetu Slyde a na dokładkę, jak zawsze kilka ciekawych tracków. W tym przypadku będą to wyłacznie remiksy. Bardzo jestem ciekaw, czy przypadną Wam do gustu. Zaczynamy jednak od połamanych rytmów w wykonaniu Slyde.
Slyde - Everyone's Entitled To Our Opinion
Zacznijmy od przybliżenia sylwetek dzisiejszych bohaterów, ponieważ osobom, które nie obcują często ze sceną breakbeatową mogą być anonimowe. Slyde, to brytyjski duet, który upodobał sobie połamane rytmy spod znaku Nu-Skool Breaks/Funky Breaks. Robin Twelftree i Jason Laidback zaczęli współpracę w 2003 roku, czyli w latach rozkwitu breakowej sceny, debiutując w legendarnej i nieistniejącej już niestety wytwórni Finger Lickin' Records.
Już pierwszymi produkcjami "Krush" czy "That's It" zaskarbili sobie przychylność fanów połamanych rytmów. Jednak prawdziwy przełom nastąpił w 2005 roku, kiedy światło dzienne ujrzał singiel "Vibrate To This", który dziś dorobił się miana breabeatowego klasyka. Po sukcesie tego nagrania poszło już z górki. Kolejne kompozycje umacniały tylko ich pozycję na brytyjskiej, tanecznej scenie. Singlowe sukcesy na tyle rozochociły duet, że Panowie postanowili wydać płytę długogrającą. Z przykrością stwierdzić muszę, iż był to ich największy błąd.
Jak już kiedyś wspomniałem, z płytami z muzyką klubową, a w szczególności breakbeatową jest jeden zasadniczy problem. Mianowicie brak spójności. Rynek muzyki klubowej/elektronicznej nastawiony jest na wydawnictwa singlowe, a nie na płyty długogrające. Wielu muzykom trudno jest po kilkuletnim wydawaniu singli i remiksów przestawić się i wydać album złożony z kilkunastu kompozycji, który nie będzie sprawiał wrażenia zbioru singli. Ten sam problem dotknął duet Slyde.
Krążek otwiera wcześniej wspominany "Vibrate To This" i mimo, że słucha się go nadal świetnie to od początku dostajemy sygnał, że Panowie nie bardzo mieli pomysł na nowe nagrania i idą na łatwiznę rozpoczynając swoją płytę od największego przeboju w ich dorobku.
Jako następny wybrzmiewa kolejny singlowy przebój "Sex'n'Drugs" jednak po nim następuje pierwsza zupełnie nowa kompozycja - "You're My Fix". Niestety nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Ten popowy, wokalny utwór jest po prostu nudny. Z drugiej strony można go uznać za nieszkodliwą odskocznię od parkietowych wymiataczy. Z resztą po wydaniu "Everyone's Entitled To Our Opinion" track ten został wydany na singlu wraz z dużo lepszymi remiksami, co jest kolejnym argumentem przeciwko wydaniu całej płyty.
Potem mamy zupełnie nieudany pop rockowy "Looks Better" o którym moim zdaniem nie warto w ogóle pisać, a po nim następuje powrót do metody z początku krążka, gdyż dostajemy kilka utworów świetnie znanych z singli duetu. Jest przebojowy "Kiss Kiss Bang Bang", który jest w stanie rozruszać chyba każdego. Z resztą to jeden z moich ulubionych tracków w ich dorobku, jednak przegrywa z następującym po nim "Get This Good". Ten utwór to esencja Nu-Skool Breaks, a linia basowa jest jedną z najlepszych jakie słyszałem. To prawdziwa klubowa rakieta. Drugiego takiego parkietowego zamiatacza ze świecą można szukać. Oczywiście panowie dalej nie zamierzają się przemęczać i dorzucają "Highrise" czyli kolejny znany z wcześniejszego singla tune.
Druga połowa albumu, to o dziwo głównie nowe kompozycje. Dodać jednak należy, że nie najwyższych lotów. O ile taki "Fuck The Landlord" jeszcze do czegoś się nadaje, o tyle o "Hold It Down" czy "Strange" chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Na szczęście na koniec dostajemy niezły, obdarzony świetnym beatem "Blow That Track" i kolejny singlowy przebój "Frequency".
Dostajemy zatem w połowie składankę z rodzaju the best of, na którą składają się w większości świetne kompozycje a w drugiej połowie album złożony z kiepskich utworów. Chyba zabrakło pomysłu na płytę. Slyde to mistrzowie singli, czego dowodem są okupowane najwyższe miejsca na beatporcie i na tym powinni się skupić. Mam nadzieję, że więcej nie przyjdzie im do głowy tak głupi pomysł, żeby wydawać kolejny długogrający krążek.
http://www.chemical-records.co.uk/sc/servlet/Info?Track=FLRCD019
No dobrze. Ponarzekałem odrobinę, no ale musiałem. Panowie ze Slyde, mimo kilku naprawdę dobrych nagrań (choć już wcześniej dobrze znanych), naprawdę się nie popisali. Na osłodę mam jednak kilka fajnych tracków zanadrzu.
Na początek Delphic i ich "Halcyon" jednak w odświeżonej wersji, autorstwa londyńskiego producenta Solomana "Silkie" Rose. Ten chłopak robi prawdziwe zamieszanie od kilkunastu miesięcy. Podbił publikę swoim Dubstepem pełnym głębokich basów i nieregularnych beatów. Polecam również jego inne kompozycje. Z pewnością się nie zawiedziecie.
Kolejnym trackiem, być może narażę się niektórym osobom. Wiem, że wśród Was są zagorzali fani Massive Attack. Ponieważ ja również się do nich zaliczam, wiem że nie będą przychylnie patrzeć na dubstepową wersję niesamowitego "Paradise Circus" w wykonaniu chłopaków z Zeds Dead. Ja też na początku byłem sceptyczny, ale z czasem przekonałem się do tego remiksu. Przede wszystkim nie jest przekombinowany i oparty na wokalu i motywie przewodnim z oryginału. Posłuchajcie. Być może będziecie w stanie go zaakceptować.
Jako następny wybrzmiewa kolejny singlowy przebój "Sex'n'Drugs" jednak po nim następuje pierwsza zupełnie nowa kompozycja - "You're My Fix". Niestety nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Ten popowy, wokalny utwór jest po prostu nudny. Z drugiej strony można go uznać za nieszkodliwą odskocznię od parkietowych wymiataczy. Z resztą po wydaniu "Everyone's Entitled To Our Opinion" track ten został wydany na singlu wraz z dużo lepszymi remiksami, co jest kolejnym argumentem przeciwko wydaniu całej płyty.
Potem mamy zupełnie nieudany pop rockowy "Looks Better" o którym moim zdaniem nie warto w ogóle pisać, a po nim następuje powrót do metody z początku krążka, gdyż dostajemy kilka utworów świetnie znanych z singli duetu. Jest przebojowy "Kiss Kiss Bang Bang", który jest w stanie rozruszać chyba każdego. Z resztą to jeden z moich ulubionych tracków w ich dorobku, jednak przegrywa z następującym po nim "Get This Good". Ten utwór to esencja Nu-Skool Breaks, a linia basowa jest jedną z najlepszych jakie słyszałem. To prawdziwa klubowa rakieta. Drugiego takiego parkietowego zamiatacza ze świecą można szukać. Oczywiście panowie dalej nie zamierzają się przemęczać i dorzucają "Highrise" czyli kolejny znany z wcześniejszego singla tune.
Druga połowa albumu, to o dziwo głównie nowe kompozycje. Dodać jednak należy, że nie najwyższych lotów. O ile taki "Fuck The Landlord" jeszcze do czegoś się nadaje, o tyle o "Hold It Down" czy "Strange" chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Na szczęście na koniec dostajemy niezły, obdarzony świetnym beatem "Blow That Track" i kolejny singlowy przebój "Frequency".
Dostajemy zatem w połowie składankę z rodzaju the best of, na którą składają się w większości świetne kompozycje a w drugiej połowie album złożony z kiepskich utworów. Chyba zabrakło pomysłu na płytę. Slyde to mistrzowie singli, czego dowodem są okupowane najwyższe miejsca na beatporcie i na tym powinni się skupić. Mam nadzieję, że więcej nie przyjdzie im do głowy tak głupi pomysł, żeby wydawać kolejny długogrający krążek.
http://www.chemical-records.co.uk/sc/servlet/Info?Track=FLRCD019
No dobrze. Ponarzekałem odrobinę, no ale musiałem. Panowie ze Slyde, mimo kilku naprawdę dobrych nagrań (choć już wcześniej dobrze znanych), naprawdę się nie popisali. Na osłodę mam jednak kilka fajnych tracków zanadrzu.
Na początek Delphic i ich "Halcyon" jednak w odświeżonej wersji, autorstwa londyńskiego producenta Solomana "Silkie" Rose. Ten chłopak robi prawdziwe zamieszanie od kilkunastu miesięcy. Podbił publikę swoim Dubstepem pełnym głębokich basów i nieregularnych beatów. Polecam również jego inne kompozycje. Z pewnością się nie zawiedziecie.
Kolejnym trackiem, być może narażę się niektórym osobom. Wiem, że wśród Was są zagorzali fani Massive Attack. Ponieważ ja również się do nich zaliczam, wiem że nie będą przychylnie patrzeć na dubstepową wersję niesamowitego "Paradise Circus" w wykonaniu chłopaków z Zeds Dead. Ja też na początku byłem sceptyczny, ale z czasem przekonałem się do tego remiksu. Przede wszystkim nie jest przekombinowany i oparty na wokalu i motywie przewodnim z oryginału. Posłuchajcie. Być może będziecie w stanie go zaakceptować.
Na koniec mam dla Was czterdzieści minut fantastycznej muzyki od Ciana McCann znanego jak Zero Tolerance aka Zero T. Gość wypalił naprawdę wyśmienity Drum & Bassowy set, który urzeka od pierwszych sekund. Przygotujcie się na pokaźną dawkę połamanych rytmów w najlepszym wydaniu. Momentami jest agresywnie, momentami niezwykle klimatycznie i nastrojowo. Fantastycznie się tego słucha.
Artist Promo Mix: Zero T (Footprints, V Records) January 2012 by GRAM Agency
1. FRICTION FT MCLEAN – SOMEONE [ROCKWELL REMIX] (SHOGUN)
2. SP + VERSE – SURRENDER (CRUNCH)
3. SPINLINE – SIH (DUB)
4. ICICLE – UNTITLED (DUB)
5. JONNY L – MOVING THRU AIR [OPTICAL REMIX] (XL)
6. MARCUS INTALEX – KONSPIRACY (DUB)
7. THE SECT – CYBERMEN [BREAK REMIX] (DUB)
8. ICONOPOP – NIGHTS LIKE THESE [ICICLE REMIX] (DUB)
9. SPINLINE – ARTIFICIAL (DUB)
10.ZERO T + BETA 2 – CHESTPLATE (FOOTPRINTS)
11.RENE LAVICE – HEADLOCK (RAM)
12.SPINLINE – DARPA (DUB)
13.ZERO T + BETA 2 – BEFORE THE FALL (FOOTPRINTS)
14.CALIBRE – HOLD BACK [FUNK MIX] (DUB)
15.ROCKWELL – F*CKED (DUB)
16.LEMON SOL/LTJ BUKEM – SUNFLASH/HORIZONS [ZERO T EDIT] (DUB)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz