Przepraszam za przerwę, ale nie wynikła ona z mojej winy. Po prostu z blogiem się coś porypało. Jest już jednak wszystko w porządku, więc wracam z kolejną porcją muzyki. Dzisiaj będzie wyjątkowo obficie, gdyż dodatkowo wrzucę dwa tracki, które miały pojawić się na moim blogu w piątek. Jak zawsze w niedzielę, nie zabraknie recenzji naprawdę świetnej płyty oraz kolejnego klubowego hymnu. Zatem nie zwlekam dłużej i zaczynam.
Breakage - Foundation
Nie ulega wątpliwości, że James Boyle AKA Breakage, to jeden z najciekawszych producentów na drum and basowej scenie. Chociaż jego spektrum muzycznych zainteresowań, znacznie się poszerzyło przez te wszystkie lata. Długo kazał fanom czekać na kolejną długogrającą płytę. Jego debiutancki krążek „This Too Shall Pass” miał premierę w 2006 roku. Sporo od tamtego czasu w jego muzyce się pozmieniało.
Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłem uwagę, była spójność całego krążka. Mimo dość dużego zróżnicowania materiału jaki został na nim zawarty, to słychać wspólny pierwiastek, który zazębia poszczególne utwory, tworząc jedną zgraną całość. Od razu powiem, że nie macie się co spodziewać wesołych klimatów. Na „Foundation” panuje mroczna i duszna atmosfera, tylko od czasu do czasu przełamywana podmuchami świeżego powietrza. Nie nastawiajcie się na ładne, proste melodie. Przygotujcie się raczej na głębokie, mruczące bassliny bo one stanowią sedno tego krążka.
Druga płyta w dorobku Boyle’a wydaje się produkcją niezwykle przemyślaną. Poprzez układ utworów, akcenty są perfekcyjnie porozmieszczane. Ma się wrażenie, że poszczególne tracki nie mogły by zostać ustawione w inny sposób bo zburzyło by to całą konstrukcję. Wspominałem już o różnorodności utworów zawartych na płycie. Znajdziemy tutaj zarówno galopujący Jungle, jak i kroczący ociężale Dubstep oraz różnego rodzaju pochodne i kombinacje.
Osobny akapit należy poświęcić gościom, bez których tej płyty nie słuchało by się tak rewelacyjnie. Należy wspomnieć chociażby o Burialu, który miał znaczący wpływ przy skomponowaniu „Vial”. Można powiedzieć nawet, że w tym tracku więcej jest Buriala niż Breakage. Nie można zapomnieć również o fantastycznych wokalach. Na „Foundation” zebrała się bowiem naprawdę śmietanka fantastycznych głosów. Mamy bowiem jak zawsze świetnie rymującego Roots Manuve w breakowym „Run’em Out”, bardzo charakterystyczne głosy chłopaków z Newham Generals w dubstepowym „Hard”, czy przepiękny wokal Donae’o bez którego „Speechless” stracił by cały swój urok. Show wszystkim kradnie jednak Zarif, przepięknie śpiewając w „Over”. Po prostu nie można się uwolnić od jej głosu.
Podsumowując, mamy do czynienie z bardzo dobrym wydawnictwem naszpikowanym naprawdę świetnymi kompozycjami. Oprócz „Cloud Seed” Vex’d, żadna inna płyta nie zrobiła na mnie w ostatnim czasie takiego wrażenia. Cały godzinny album wchodzi w głowę jak nóż w masło, bardzo szybko uzależniając słuchacza. Jeżeli miałbym znaleźć jakieś uchybienie, to przychodzi mi tylko jedna rzecz do głowy. Mianowicie sporo utworów, które znalazły się na „Foundation”, było mi znanych już wcześniej, także zabrakło trochę elementu zaskoczenia. Jednak mimo tego, że były już wcześniej świetnie znane, to fantastycznie wkomponowały się w resztę materiału. Jestem przekonany, że dacie się ponieść magii tego krążka. Koniecznie musicie się z nim zapoznać.
Teraz czas na kilka tracków które z pewnością Was rozruszają.
Na pierwszy ogień pójdzie Lady Sovereign i jej "Hoodie". Ale nie ona jest w tym momencie najważniejsza. Ważne są osoby które stoją za remiksem, który za chwilę usłyszycie. A są to naprawdę fantastyczni muzycy: Dave Taylor, znany lepiej jako A. Brucker bądź też Solid Groove oraz Graeme Sinden, którego wręcz ubóstwiam. To co zrobili z tym, powiedzmy sobie szczerze, średnim utworem, to mistrzostwo świata. Totalne szaleństwo. Z resztą to nie pierwszy raz kiedy Sinden bierze na tapetę utwór Lady Sovereign. Sprawdźcie również jego wersję "Those Were The Days" (http://massivetunez.blogspot.com/2011/03/dresiara.html). Powali Was na kolana.
Stoicie jeszcze? Zapewniam, że następny trackiem rozwalę Was na łopatki. Wracamy bowiem do Taxmana. Macie z pewnością w pamięci "I Dreamt Music" (http://massivetunez.blogspot.com/2011/05/teraz-pan-ma-relaks.html). Dzisiaj kolejny walec od tego drum'n'bassowego szaleńca. Trzymajcie się mocno. Będzie trzęsło. Aha!! Nie przesadzajcie z basem, bo szyby mogą ucierpieć ;).
Na rozluźnienie coś zupełnie z innej beczki. Zaskoczę Was tym trackiem. Przed Wami Chromeo w swoim wielkim hicie "Night By Night", pochodzącym z ich ostatniej płyty "Business Casual". Ten track spowoduje, że uśmiechniecie się w tą brzydką, pochmurną niedzielę. Disco ponad wszystko :).
...Z kącika zdartej płyty
Dzisiaj w naszym oldschoolowym kąciku, wrócę do drugiej po The Prodigy, mojej największej, muzycznej fascynacji z czasów podstawówki. Mowa o duecie Ed Simons i Tom Rowlands znanemu lepiej jako The Chemical Brothers. Pamiętam jak zasłuchiwałem się w albumy "Exit Planet Dust", "Dig Your Own Hole" i "Surrender" (tą kasetę bezpowrotnie straciłem, pożyczając ją koledze, który nigdy mi jej nie oddał) a także w mix album "Brothers Gonna Work it Out".
Jednak wszystko zaczęło się od utworu, który usłyszycie dzisiaj. Kiedy pierwszy raz usłyszałem "Loops Of Fury" (dzięki mojemu kuzynowi Michałowi), doznałem prawdziwego szoku. Dla mnie to było coś niezwykłego. Do dzisiaj takie pozostało.
Utwór pierwotnie ukazał się jako singiel w 1996 roku. Mi było dane usłyszeć go pierwszy raz, na legendarnej ścieżce dźwiękowej do gry Wipeout 2097. Mimo, że track ten ma już piętnaście lat, ani trochę się nie zestarzał. To nadal breabeatowy wymiatacz, który jest w stanie rozpieprzyć w drobny pył każdy parkiet na świecie. ABSOLUTELY AMAZING!!
Na pierwszy ogień pójdzie Lady Sovereign i jej "Hoodie". Ale nie ona jest w tym momencie najważniejsza. Ważne są osoby które stoją za remiksem, który za chwilę usłyszycie. A są to naprawdę fantastyczni muzycy: Dave Taylor, znany lepiej jako A. Brucker bądź też Solid Groove oraz Graeme Sinden, którego wręcz ubóstwiam. To co zrobili z tym, powiedzmy sobie szczerze, średnim utworem, to mistrzostwo świata. Totalne szaleństwo. Z resztą to nie pierwszy raz kiedy Sinden bierze na tapetę utwór Lady Sovereign. Sprawdźcie również jego wersję "Those Were The Days" (http://massivetunez.blogspot.com/2011/03/dresiara.html). Powali Was na kolana.
Stoicie jeszcze? Zapewniam, że następny trackiem rozwalę Was na łopatki. Wracamy bowiem do Taxmana. Macie z pewnością w pamięci "I Dreamt Music" (http://massivetunez.blogspot.com/2011/05/teraz-pan-ma-relaks.html). Dzisiaj kolejny walec od tego drum'n'bassowego szaleńca. Trzymajcie się mocno. Będzie trzęsło. Aha!! Nie przesadzajcie z basem, bo szyby mogą ucierpieć ;).
Na rozluźnienie coś zupełnie z innej beczki. Zaskoczę Was tym trackiem. Przed Wami Chromeo w swoim wielkim hicie "Night By Night", pochodzącym z ich ostatniej płyty "Business Casual". Ten track spowoduje, że uśmiechniecie się w tą brzydką, pochmurną niedzielę. Disco ponad wszystko :).
...Z kącika zdartej płyty
Dzisiaj w naszym oldschoolowym kąciku, wrócę do drugiej po The Prodigy, mojej największej, muzycznej fascynacji z czasów podstawówki. Mowa o duecie Ed Simons i Tom Rowlands znanemu lepiej jako The Chemical Brothers. Pamiętam jak zasłuchiwałem się w albumy "Exit Planet Dust", "Dig Your Own Hole" i "Surrender" (tą kasetę bezpowrotnie straciłem, pożyczając ją koledze, który nigdy mi jej nie oddał) a także w mix album "Brothers Gonna Work it Out".
Jednak wszystko zaczęło się od utworu, który usłyszycie dzisiaj. Kiedy pierwszy raz usłyszałem "Loops Of Fury" (dzięki mojemu kuzynowi Michałowi), doznałem prawdziwego szoku. Dla mnie to było coś niezwykłego. Do dzisiaj takie pozostało.
Utwór pierwotnie ukazał się jako singiel w 1996 roku. Mi było dane usłyszeć go pierwszy raz, na legendarnej ścieżce dźwiękowej do gry Wipeout 2097. Mimo, że track ten ma już piętnaście lat, ani trochę się nie zestarzał. To nadal breabeatowy wymiatacz, który jest w stanie rozpieprzyć w drobny pył każdy parkiet na świecie. ABSOLUTELY AMAZING!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz