niedziela, 1 maja 2011

Lazy Day

No i jak Wam wychodzi odpoczywanie? Zrelaksowaliście się? Odprężyliście? Zrobiliście rzeczy które chcieliście wcześniej zrobić a nigdy nie mieliście na nie czasu? Odwiedziliście znajomych których nie widzieliście ruski rok? Zafundowaliście sobie wyjazd w jakieś ciekawe miejsce? Może długi weekend majowy jest dla Was okazją na nadrobienie zaległości filmowych, książkowych...a może muzycznych? Jeżeli chodzi o te ostatnie mogę troszkę pomóc.
Dzisiaj oczywiście nie mogło zabraknąć kolejnej recenzji płyty. Tym razem przemaglujemy krążek Sub Focusa. Nie zabraknie również pojedynczych tracków, tych nowszych i tych o wiele starszych. Zaczynamy.

Sub Focus - Sub Focus



Długo trzeba było czekać na debiutancki krążek Nicka Douwmy, znanego wszystkim fanom połamanych brzmień jako Sub Focus. Pierwsze produkcje jego autorstwa miały premierę w latach 2003/2004 i dopiero po pięciu latach wypuszczania kolejnych singli i remiksów, zdecydował się na nagranie płyty długogrającej.
Wydawnictwo to, ma swoje plusy i minusy. Przede wszystkim znalazło się na nim kilka utworów które wcześniej były już świetnie znane fanom talentu Sub Focusa. Można różnie się na to zapatrywać. Z jednej strony cieszę się bardzo, że znalazło się miejsce na taki klasyk jak „Timewarp”, który jest jednym z najmocniejszych punktów całej płyty. Podobnie wygląda sprawa z takimi hitami jak „Rock It”, ze znanym każdemu „Could This Be Real”, czy otwierającym płytę „Let The Story Begin”. Inżynier Mamoń powiedziałby, że lubimy to co już dobrze znamy, ale z drugiej strony pachnie mi tu troszkę pójściem na łatwiznę. Po prostu zabrakło elementu zaskoczenia.
Przyznać muszę, że nie wszystkie produkcje przypadły mi do gustu. Za zupełnie niepotrzebne uważam „Triple X” i „Deep Space”. Płycie momentami brakuje agresywności. Fajnie, że w kończącym album „Coming Closer”, Sub Focus sięga po dubstepowe brzmienia, ale robi to bez przekonania. Ja rozumiem, że taki był zamysł, aby utwór kończący był lżejszy, raczej nastrojowy, ale szkoda, że nie mamy w tym przypadku do czynienia z mocniejszym, bardziej pokręconym brzmieniem. Wielu drum’n’bassowych ortodoksów zarzuca Sub Focusowi zmiękczanie. Niestety w niektórych przypadkach, nie sposób się z nimi nie zgodzić. Po prostu chciało by się aby niektóre utwory zabrzmiały ostrzej.
Ja narzekam, ale tak naprawdę nie mogę przestać słuchać tego krążka. To zasługa poszczególnych kompozycji. Większość z nich jest na najwyższym poziomie. Należy wymienić chociażby junglowo-breakowego „Last Jungle”, fidgetowy „Move Higher” którego pulsującego basu nie sposób zapomnieć, czy rewelacyjny „Splash”. Chociaż w przypadku tego ostatniego żałuję, że na płycie znalazła się wersja instrumentalna. Dorzucić należy do tego fenomenalny, breakbeatowy klasyk „Could This Be Real”, zawsze świeże i robiące piorunujące wrażenie „Timewarp”, znane i lubiane „Rock It” i „Let The Story Begin” będące świetnym intro oraz ciężkie, drapieżne „World Of Hurt” i mamy bardzo dobrą płytę. Oczywiście mogło być jeszcze lepiej, ale tak naprawdę to nie ma co narzekać.


Przejdźmy do tracka który moim zdaniem świetnie pasuje do leniwego klimatu długiego weekendu. Doorly to producent znany głównie ze świetnych remiksów. Należy dodać, że jest to muzyk wzbudzający sporo kontrowersji. Głównie wśród fanów Dubstepu, gdyż w tych klimatach przynajmniej początkowo gustował. Niektórzy nawet zarzucali mu, że zabija Dubstep. Myślę, że to głosy zdecydowanie przesadzone, ale rozumiem, że nie wszystkim może podobać się jego muzyka.
Ja do wielkich fanów jego twórczości nie należę ale mam również ulubione tracki z jego repertuaru. Ten który chcę Wam przedstawić totalnie mnie zaskoczył na plus. Mam na myśli remiks "Get A Move On" Mr. Scruff. Przepiękna mieszanka brzmień Garage z Funkiem. Jestem przekonany, że Wam się spodoba.





...Z kącika zdartej płyty

Underworld był głosem pokolenia lat 90-tych. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Miliony Brytyjczyków (i nie tylko) dorastały słuchając ich muzyki. Ich twórczość to kwintesencja kultury Rave. Połączenie niezwykle wyrazistej muzyki elektronicznej z narkotycznym klimatem, niepozbawionej jednak melancholii, tęsknoty i wielkiej wrażliwości. Ich wczesne płyty "Dubnobasswithmyheadman", "Second Thoughest In The Infants" i "Beaucoup Fish" to Everest muzyki elektronicznej. A koncertówka "Everything Everything" to jedna z najlepszych płyt tego typu. Pamiętam jak się w nią zasłuchiwałem w liceum, nawet w autokarze jadącym do Częstochowy przed maturą. Niektórzy powinni to pamiętać ;). Zespół nagrał całe multum klubowych hymnów ale chyba pierwszym który przychodzi do głowy osobom które znają ich muzykę jest "Born Slippy" i właśnie tego fantastycznego utworu posłuchamy dzisiaj. Ponadczasowa nuta, którą wielu może utożsamiać z filmem "Trainspotting" Danny Boyla. Słusznie, bo wydźwięk filmu jak ulał pasuje do tego utworu. Oba dzieła to krzyk rozpaczy młodego pokolenia, które pełne strachu poszukuje równowagi między wolnością a bezpieczeństwem. Jako bonus dorzucę wykonanie koncertowe pochodzące z wcześniej wspomnianego "Everything Everything". "Born Slippy" - teraz i za 1000 lat.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz