Witajcie. Co prawda w piątek nie było wpisu, gdyż wróciwszy do domu uzmysłowiłem sobie, że nie mam sił do robienia czegokolwiek konstruktywnego. O blogu nawet nie pomyślałem. Po prostu potrzebny był mi odpoczynek. Dziś z nowymi siłami przystępuję do dalszego promowania dobrej muzyki. Jest niedziela, więc nie może zabraknąć kolejnej recenzji płytowej, jednak w odróżnieniu od poprzednich, troszkę ponarzekam, gdyż album którym się zajmę, mocno mnie jednak zawiódł. Nie zabraknie oczywiście również naszego muzycznego wehikułu czasu, który ponownie zabierze nas w lata 90. Zapraszam do lektury.
Camo & Krooked - Above & Beyond
Austriacki duet Reinhard Rietsch i Markus Wagner, cieszy się od dłuższego czasu wielką popularnością. Trzeba dodać, że jak najbardziej zasłużenie. W ciągu ostatnich dwóch lat, wydali wiele naprawdę świetnych ep-ek. Przyszedł również czas na pierwszą płytę długogrającą. Niestety muszę to powiedzieć, ale tej próby nie zaliczyli.
Przede wszystkim płyta jest bardzo nierówna i dłuższymi momentami po prostu nudna. Rozpoczynających płytę „You Cry” i „Walk On Air” na dobrą sprawę mogłoby w ogóle nie być, gdyż nie wnoszą dosłownie niczego. Pierwszą perełkę otrzymujemy dopiero po dziesięciu minutach, w postaci „Tonight”. To zdecydowanie najczęściej przeze mnie słuchany utwór z całej płyty. To jump upowy killer będący w stanie pozamiatać każdy parkiet. Przy tym tracku nie można usiedzieć na miejscu. Dalej też jest dobrze. Bardzo przypadł mi do gustu „Let’s Go”. Ten track zdecydowanie wyróżnia się na tle całej płyty. Bardzo dobry jest również następujący po nim „See Through You”, ale żeby nie było zbyt pięknie, to mam niestety również kolejną porcję kompozycji dobrych, ale tak naprawdę zbędnych, zapychających album.
Niestety tak już jest do końca. Kompozycje lepsze przeplatają się z tymi gorszymi. Jednak większość utworów wydaje się strasznie wtórna. To wszystko już gdzieś było. Mam wrażenie, że zabrakło niestety dobrych pomysłów. Tak jakby nad austriackim duetem ciążyła duża presja i album został przez to wydany zbyt szybko i pochopnie. Należało chyba jednak dłużej popracować nad lepszym repertuarem. Technicznie płycie nie można niczego zarzucić, ale brakuje jej polotu. Jest zbyt jednostajna i praktycznie niczym nie zaskakuje.
Podkreślić jednak trzeba, że nie jest to pozycja zła. Solidna, rzetelna, ale nic ponad to. O ile całe wydawnictwo nie do końca się broni, to niektóre utwory jak najbardziej. Znaleźć można na nim kilka kompozycji na naprawdę wysokim poziomie. Myślę, że Camo & Krooked, dzięki udanym singlom, nadmuchali wielki balon oczekiwań. Niestety im nie sprostali. Będę od czasu do czasu wracał do "Above & Beyond" ze względu na tych kilka ponadprzeciętnych tracków, bądź wtedy, gdy będę chciał posłuchać mniej absorbujących dźwięków. Jakoś zapełni mi czas w oczekiwaniu na kolejne świetne ep-ki duetu.
Odsłuch:http://www.junodownload.com/products/above-beyond/1509365-02/
Odsłuch:http://www.junodownload.com/products/above-beyond/1509365-02/
Pozostajemy w drum'n'bassowych klimatach. Uwaga zagadka! Kto obok Camo & Krooked zdobył największą popularność na drumowej scenie w ostatnich dwóch latach? Odpowiedź - Netsky oczywiście. Ten młody muzyk dość często odwiedza mojego bloga. No ale nie może być inaczej, skoro prezentuje tak wysoki poziom. Kolejna perełka spod jego rąk specjalnie dla Was (poniżej przypomnę kilka innych tracków jego autorstwa, które z chęcią sobie przypomnicie).
...Z kącika zdartej płyty
Ehh...stare dobre Daft Punk. Nie ulega wątpliwości, że francuski duet to jeden z najciekawszych, muzycznych projektów ostatnich dwudziestu lat. De Homem-Christo i Bangalter to twórcy mający niezwykły zmysł muzyczny. Dzięki temu umieli się świetnie dostosowywać do panujących trendów. Dodatkowo robią to z niezwykłą swobodą. Oddać trzeba jednak francuzom, że zawsze staraja się dodawać wiele elementów od siebie, dzięki czemu są tak bardzo rozpoznawalni. W ciągu całej swojej wielkiej kariery przechodzili wiele muzycznych metamorfoz. Ja jednak najmilej wspominam klasyczny Daft Punk z lat 90-tych, a ich debiutancki krążek "Homework", wydany w 1997 roku, darzę wielkim sentymentem. Bardzo mi brakuje tego starego brzmienia, tak bliskiego korzeniom muzyki House. Dlatego też dzisiaj do niego wracam. Utwór "Revolution 909" jest dla mnie esencją starego Daft Punka. Oczywiście znalazł się na wyżej wymienionym albumie, chociaż tak naprawdę został wydany rok wcześniej i był jednym z pierwszych singli francuzów którzy debiutowali w 1994 roku. Trochę to smutna podróż, gdyż mimo całego szacunku dla dzisiejszych dokonań duetu, to strasznie tęsknię za ich brzmieniem z lat 90-tych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz