Witam Was serdecznie w ten jakże piękny poniedziałek. Może nie należał do szczególnie udanych, ale to i tak nie jest istotne. Ważne, że humor dopisuje. Dzisiaj zajmiemy się płytą, która towarzyszyła mi przez cały poprzedni tydzień. Również dzisiaj w drodze do pracy. Mam na myśli krążek "Big Monster" za który odpowiedzialni są dwaj świetnie producenci: Sam "Baobinga' Simpson oraz Ed "I.D." Bayling. Muzycy Ci utożsamiani są głównie ze sceną Breabeat, ale jest to wielce krzywdzące zawężenie ich muzycznych zainteresowań. Są one o wiele bardziej rozległe.
Panowie zaczęli współpracę w 2004 roku, choć znają się i przyjaźnią od dawna. Obaj bowiem pochodzą z Manchesteru i nie jedną imprezę razem rozkręcali. Zaczęło się niewinnie, bo od jednego wspólnego singla. Rok później ponownie połączyli siły wypalając kolejnego wspólnego tracka. W 2006 roku, współpraca nabrała rozpędu, co zaowocowało powołaniem wspólnego projektu "Big Monster", wysypem świetnych singli a w finale niezwykle udaną płytą długogrającą. Niestety po wydaniu longplaya ich muzyczne kontakty uległy ochłodzeniu do tego stopnia, iż w roku 2011 nie wydali ani jednej wspólnej produkcji.
Wróćmy jednak do "Big Monster". Od razu należy zaznaczyć, że nie jest to odkrywczy krążek. Nie zmienia to jednak faktu, że jest bardzo ciekawy, ponieważ źródeł inspiracji panowie szukali bardzo szeroko. Spoiwem płyty są oczywiście połamane, breakbeatowe perkusje, jednak na ich krążku odnaleźć można całą paletę muzycznych barw. Mamy zarówno utwory spokojniejsze, takie jak otwierający album "Carve Your Name" (jest to jedno z najlepszych otwarć jakie słyszałem), czy przywołujący skojarzenia z twórczością DJ Krusha czy DJ Shadowa "NY 3.5".
Mamy oczywiście również o wiele bardziej dynamiczne kompozycje, ale i wśród nich panuje spora różnorodność. Mamy bowiem niezwykle skoczny, ale raczej lekki "Recognise" (jedno z moich ulubionych nagrań na krążku), nagrany wspólnie z kolektywem Virus Syndicate, grime'owy wymiatacz "Jump Up Get Hype", bardziej klimatyczny "No Bright Lights". Jest trochę breabeatowej klasyki w postaci "Rite Of Passage" jak i również niezwykle świeże, oparte na technicznych brzmieniach podejście do tematu czego przykładem jest najbardziej odjechany na płycie, mój ulubiony obok "The Machine" utwór "Jewelz". Z resztą inspiracje technicznym i acidowym graniem słychać na każdym kroku. W końcu takim "Like An Arrow" nie pogardzili by sami The Chemical Brothers, a następujący po nim "South Manchester Weather" to już prawdziwa erupcja techowych brzmień.
Podsumowując, na "Big Monster" znajdziecie niezwykle różnorodną, połamaną muzykę, pełną różnorakich nawiązań do twórczości prawdziwych legend muzyki elektronicznej. Mimo, że wyraźnie daje się wyczuć podział na singlowe wymiatacze i uzupełniające płytę kompozycje towarzyszące, to różnorodność brzmień zawartych na tym krążku powoduje, że fakt ten wcale nie razi. To naprawdę kawał dobrej roboty.
Mamy oczywiście również o wiele bardziej dynamiczne kompozycje, ale i wśród nich panuje spora różnorodność. Mamy bowiem niezwykle skoczny, ale raczej lekki "Recognise" (jedno z moich ulubionych nagrań na krążku), nagrany wspólnie z kolektywem Virus Syndicate, grime'owy wymiatacz "Jump Up Get Hype", bardziej klimatyczny "No Bright Lights". Jest trochę breabeatowej klasyki w postaci "Rite Of Passage" jak i również niezwykle świeże, oparte na technicznych brzmieniach podejście do tematu czego przykładem jest najbardziej odjechany na płycie, mój ulubiony obok "The Machine" utwór "Jewelz". Z resztą inspiracje technicznym i acidowym graniem słychać na każdym kroku. W końcu takim "Like An Arrow" nie pogardzili by sami The Chemical Brothers, a następujący po nim "South Manchester Weather" to już prawdziwa erupcja techowych brzmień.
Podsumowując, na "Big Monster" znajdziecie niezwykle różnorodną, połamaną muzykę, pełną różnorakich nawiązań do twórczości prawdziwych legend muzyki elektronicznej. Mimo, że wyraźnie daje się wyczuć podział na singlowe wymiatacze i uzupełniające płytę kompozycje towarzyszące, to różnorodność brzmień zawartych na tym krążku powoduje, że fakt ten wcale nie razi. To naprawdę kawał dobrej roboty.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz