Dzisiaj będzie ostro. Ponieważ piszę tego posta wczesną porą, potrzeba mi czegoś na rozruch. Może Wam też się przyda. Zawsze mam pod ręką tracki które świetnie spełniają tą rolę. Za samo słuchanie niżej umieszczonych utworów ksiądz Natanek nałożył by na mnie klątwę, a jakby się dowiedział, że dodatkowo namawiam innych do słuchania...nawet nie chce o tym myśleć.
Jeszcze jedna myśl przyszła mi do głowy. Idę dzisiaj na wesele i wiadomo jakiej muzyki mogę się spodziewać. Zastanawiam się, jakby wyglądało wesele na którym ludzie bawili by się do Dubstepu, Breakbeatu, D'n'B. Pannę młodą diabeł obracałby na środku parkietu, jak wskazówkami zegara. Dobra kończę z księdzem Natankiem i moimi przemyśleniami porannymi, gdyż zmierzają w dziwnym kierunku, którego nie mogę odgadnąć. Zajmijmy się lepiej muzyką.
Zaczniemy naprawdę z grubej rury. Ten utwór każdego podniósł by na nogi. Nie ma innej możliwości. Jestem o tym przekonany. Kiedy pierwszy raz go usłyszałem, myślałem po pierwszej minucie, że to kolejny energetyczny fidgetowo-electro house'owy track, jednak nie spodziewałem się, że aż tak. Toż to prawdziwy parkietowy, nu-rave'owy potwór. A za wszystkim stoi dwóch młodzieńców z Wolverhampton znanych jako Filthy Rehab.
Panowie zadebiutowali zaledwie dwa lata temu. Z miejsca jednak zachwycili swoją mieszanką Fidget, Electro House, Jackin', Nu Rave. Znaleźli wsparcie wśród tak uznanych muzyków jak Rico Tubbs, Will Bailey czy Kissy Sell Out, który regularnie prezentuje ich nagrania w swoich szalonych setach na łamach BBC Radio1. Sprawdźcie ich koniecznie.
Jako drudzy zaprezentują się Imprintz i Kloe. Z jednej strony będzie bardziej lirycznie, ale nie zapominajmy, że tych dwóch młodych muzyków reprezentuje ciężkie, drum & bassowe rytmy. Podobnie jak Filthy Rehab, zaczęli stosunkowo niedawno i nie są jeszcze dobrze znani, ale jeżeli będą produkować nuty na takim poziomie jak prezentowany przeze mnie "Last Breath", to wielka kariera przed nimi. W mojej osobie mają wiernego kibica.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz