niedziela, 26 czerwca 2011

Egzotyczne Podróże Muzyczne

Ale wypocząłem!! Przydał mi się taki spokojny, leniwy weekend, bez zbędnych aktywności :D. Człowiek sobie pospał, pogapił się w telewizor, upitolił grilla jakiego. A jedyne wyjście z domu jakie uskuteczniłem, to wyjście do sklepu. Można powiedzieć, że w końcu doszedłem do siebie po Orange Warsaw Festival. Teraz z nowymi siłami pozostaje czekać na Audioriver, które już tuż tuż...

Riva Starr - If Life Gives You Lemons Make Lemonade


Któż z Was nie zna hitu „I Was Drunk”. Właśnie ten track walnie przyczynił się do popularności Stefano Miele. Ja jednak zacząłem przygodę z jego muzyką dużo wcześniej, od fantastycznych remixów dla Malente, Gossip, Ben & Lex, Don Diablo, Major Lazer czy Funkagenda. Po oszałamiającej popularności „I Was Drunk” przyszedł czas na pierwszy longplay w błyskotliwej karierze Włocha.
Zacząć należy od tego, że Miele imał się różnych gatunków. W jego wcześniejszych nagraniach dominowały brzmienia Fidget i Tech-Funk, jednak zdarzały mu się zarówno klasyczne,  house’owe jak i minimalistyczne perełki. Nie stronił również od połamanych rytmów. Później nastąpił przewrót w jego muzyce. Stefano zafascynowany brzmieniami Etno, postanowił przenieść je na scenę House. Oczywiście nie był pierwszym który próbował tego typu zabiegów, ale nie ulega wątpliwości, że to głównie dzięki niemu zapanowała moda na bałkańskie i klezmerskie klimaty. Na debiutanckim krążku Włocha są to dominujące motywy. Zatem można powiedzieć, że Riva Starr nagrał płytę, której wszyscy się spodziewali. Może i tak, ale to nie zmienia faktu, że jest to nadal świetne wydawnictwo.
Nie mogło być inaczej. W myśl zasady inżyniera Mamonia, mówiącej, że najbardziej lubimy to co znamy, płyta musiała zacząć się od „I Was Drunk”. I bardzo dobrze. Ten wielki hit, świetnie wprowadza słuchacza w klimat całego albumu. Oczywiście motywy Etno, przewijają się nie tylko w utworze otwierającym. Wystarczy wymienić „Bulgarian Chicks”, „Black Cat, White Cat” (nawiązanie do filmu Kusturicy jest jak najbardziej uzasadnione), „Maria” i „Caballeros” nawiązujących do latynoskich rytmów. Każda z tych kompozycji to prawdziwa parkietowa bomba. Miele jest inteligentnym muzykiem i zdawał sobie doskonale sprawę, że jeżeli cała płyta byłaby oparta wyłącznie na powyższych brzmieniach, mogłaby się słuchaczowi szybko znudzić. Dlatego też na „If Life Gives You Lemons Make Lemonade” można znaleźć wiele bardzo ciekawych wycieczek w  zupełnie inne muzyczne rejony. Wymienić należy chociażby. „Black Mama” ze świetnym breakowym beatem, który żywcem został wyjęty z tracków Stanton Warriors, czy „Riva’s Boogaloo” który przenosi nas w czasie daleeeko w przeszłość. Jest też rasowe Electro w postaci „China Gum”, przywodzący na myśl dokonania Croockers „Dance Me”,  czy też bardziej deepowy „Tribute”, zamykający cały krążek.
Podsumowując trzeba stwierdzić, że Włochowi wyszedł długogrający debiut. Płyta może nie powala na kolana, ale jest bardzo świeża, skoczna, pełna utworów świetnie sprawdzających się na klubowych parkietach. Słucha się jej z wielką przyjemnością. Jeszcze jednego nie można Stefano Miele odmówić. Chodzi mianowicie o poczucie humoru i dystans do tego co się robi. Na każdym kroku, mruga okiem do słuchacza, chcąc powiedzieć – wyluzuj się stary, to nie płyta do analizowania, tylko do świetnej zabawy. Nie można się z tym nie zgodzić.


Teraz zaproszę Was na fidgetową wycieczkę do Budapesztu. A to wszystko dzięki dwóm holenderskim DJ-om: Laidback Luke'owi i DJ Chuckie. To zaiste egzotyczna mieszanka gdyż jak już wspominałem, pierwszy pochodzi z Filipin a drugi z Surinam. Utwór który za chwilę usłyszycie to bootleg, będący piorunującą mieszanką "Im In Budapest Bitch" tego pierwszego i "Let The Bass Kick" drugiego. Wszystkich spragnionych nerwowo pulsujących, rozedrganych basów zapraszam do autokaru.   




...Z kącika zdartej płyty

Ależ mam dzisiaj dla Was perełkę!! Z resztą uwierzcie mi, wszystkie tracki które znajdują się w naszym oldschoolowym kąciku były niezwykle ważne dla rozwoju muzyki (nie tylko elektronicznej), jak i bardzo ważne dla mnie samego. Czas na The Future Sound Of London. To duet zaiste magiczny. Tych dwóch muzycznym szamanów, odcisnęło bardzo wyraźny ślad na muzyce Acid House, Ambient czy na breakowych rytmach. Co drugi współczesny producent przyznaje się do inspiracji muzyką Briana Dougansa i Garry'ego Cobaina. Długo zastanawiałem się, które z nagrań wybrać. Pomyślałem jednak, że trzeba sięgnąć po utwór najstarszy, który dał im miano legendy. Założę się, że większość z Was słyszała ten niezapomniany temat z niego pochodzący, jednak nie wiedzieliście że to właśnie The Future Sound Of London, są za niego odpowiedzialni. Panie i Panowie, przed Wami niesamowity utwór "Papua New Guinea". Ponadczasowe dzieło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz